strefa beauty

APIS – zapasy w błocie i żurawinie

Napisane przez Margareta
Kontynuując moje obserwacje kosmetyków APIS, dziś wystawię do walki dwóch zawodników.  Chociaż postawiono im różne zadania, ocenię jak spełniają obietnice wytwórcy. Jeśli jesteś ciekawa czy wygra żurawina czy błoto, obstawiaj i czytaj dalej.

Oba produkty  zamknięte są w wygodnych tubkach, w dodatku zabezpieczone zostały specjalną plastikową plombą, gwarantującą świeżość kosmetyku.
Mają dobre składy czyli minerały, glinki, ekstrakty z owoców oraz masła. Nic do czego mogłabym lub chciałabym się przyczepić.

Polska dobra jakość za przystępną cenę stanowi dodatkową wartość kosmetyków APIS. Wygoda zakupów on line i niewygórowane koszty dostawy zachęcają do bliższego zapoznania się z produktami.

Wracając jednak do sedna przedstawiam dwa kosmetyki do pielęgnacji twarzy:

Enzymatyczny peeling do twarzy z żurawiną

Łagodnie działający preparat przeznaczony do oczyszczania skóry bez jej mechanicznego złuszczania. Połączenie bioenzymu z ananasa- bromealiny, ekstraktu z żurawiny z kompleksem kwasów AHA skutecznie usuwa martwe komórki naskórka, doskonale wygładza, nawilża, nadaje skórze zdrowy, świeży koloryt i blask.
Jest to kosmetyk o lekkiej konsystencji, doskonale rozprowadzający się po twarzy. Jednak podstawową jego wadą jest to, że niestety nie działa u mnie peelingująco. Owszem, zawarte w nim enzymy lekko odświeżają cerę, ale zarówno kilkuminutowy masaż jak i pozostawienie peelingu na twarzy przez ok. 10 min. nie daje efektu głębokiego oczyszczenia, do którego przywykłam używając innych kosmetyków tego typu. Pozostaje mi zatem potraktować peeling jako zwykłą maseczkę i nie oczekiwać zbyt wiele po obietnicach producenta. Jest to pierwszy i mam nadzieje ostatni kosmetyk marki APIS, który nieco mnie rozczarował. Biorąc pod uwagę, że w portfolio każdej marki znajduje się jakiś słabeusz, daję jej drugą szansę, zwłaszcza, że kosmetyk, o którym opowiem za chwile spisuje się znacznie lepiej.
Maseczka błotna do twarzy oczyszczająco-wygładzająca z minerałami z Morza Martwego Skoncentrowany preparat na bazie czarnego błota z Morza Martwego bogatego w mikro i makroelementy, wzbogacony o kaolin i składniki aktywne niezbędne w stymulowaniu metabolizmu komórkowego – ekstr. z aloesu, zielonej herbaty, kasztanowca. Głęboko oczyszcza usuwając martwe komórki naskórka (naturalny peeling). Wygładza, zwęża rozszerzone pory, poprawia mikrokrążenie, uzupełnia naturalny bilans minerałów w skórze oraz łagodzi stany zapalne. Pozostawia skórę odświeżoną o promiennym blasku.
Tak o swoim produkcie pisze producent. Moim zdaniem to całkiem udany kosmetyk. Dzięki zawartości błota z Morza Martwego działa kojąco na moje naczynka i regenerująco, glinka kaolin natomiast sprawia, że maska ma lekkie działanie ściągające i gojące. Chociaż mam skórę w typie mieszanym nie raz po nią sięgam zwłaszcza po kąpieli słonecznej, kiedy to skóra na twarzy zaczyna mi się mocno przesuszać. Efekt ukojenia i nawilżenia gwarantowany. Minerały w niej zawarte delikatnie oczyszczają cerę nie powodując podrażnień. Cera po użyciu maseczki jest idealnie gładka i miękka. Dodam jeszcze, że za ten kosmetyk zapłacisz 19 zł w sklepie APIS.
Zwycięzcą tego pojedynku  jest maseczka błotna, która działa zgodnie z obietnicą. Peeling żurawinowy niestety nie spełnił ich, jednak sprawdza się jako zwykła maseczka nawilżająca.