strefa beauty

Bingo Spa – czyli odkrywam nieznane

Napisane przez Margareta
Marka Bingo Spa, już od dłuższego czasu obecna na naszym rynku, do niedawna była mi niemal całkiem obca. Owszem widywałam te produkty w internecie, ale jakoś tak nigdy nie złożyło się, by zawitały do mojej łazienki. Zatem kiedy przedstawicielka marki zaproponowała mi testy wybranych produktów, z chęcią się zgodziłam. W końcu to okazja to poznania czegoś nowego.

Wybór padł na 2 produkty. Serum kolagenowe do ciała z olejkiem arganowym oraz peeling błotny do twarzy nazwany przeze mnie hybrydowym… ponieważ działa zarówno chemicznie jak i mechanicznie, ale o szczegółach za chwilę 🙂

 

 Serum kolagenowe do ciała z olejkiem arganowym zamknięte jest w słoiczku typu termos. Opakowanie jest poręczne i dość estetyczne, choć moim zdaniem jak na produkt do ciała nieco za małe. 50 ml produktu nie starczy nam na zbyt długo, a szkoda, bo kosmetyk ten całkiem przyzwoicie działa.

Producent składa nam następującą obietnicę:
Działanie serum kolagenowego polega na stymulowaniu fibroblastów, które odpowiadają za produkcję białka w organizmie. Serum uzupełniając niedobór rozpuszczalnego kolagenu w skórze, działa regenerująco i nawilżająco, przywracając jej elastyczność i gładkość.

Serum to nic innego jak dość treściwy balsam, lub jak kto woli masełko do ciała. Ma średnio gęstą konsystencję oraz delikatny, nieco chemiczny zapach (zniechęcał mnie do używania) . Nie wiem, czy to specyfika mojego egzemplarza, ale moje serum miało całkiem sporo grudek. Nie przeszkadzało mi to specjalnie w aplikacji, ponieważ kosmetyk bardzo dobrze się rozprowadzał i równie łatwo wchłaniał w skórę.
Co do efektów, to zgodnie z obietnicą skóra po aplikacji była nawilżona i gładziutka. Troszkę rozczarowała mnie jednak trwałość efektu. Oczekiwałam, że moja mocno przesuszona skóra będzie odczuwała ulgę przez kilkanaście godzin (w końcu to serum, czyli coś co powinno mieć turbo-moc). Niestety, rankiem, po wieczornej aplikacji serum, moja skóra wołała pić.

Podsumowując:
– zbyt małe opakowanie, jak na kosmetyk do ciała
– lekko chemiczny zapach
– szybka ulga dla wysuszonej skóry
– działanie do 7 godzin
– kosmetyk dedykowany dla skóry normalnej, lekko wysuszonej
– w składzie znajduje się parafina. Mnie zupełnie nie przeszkadza (raczej pomaga 😉 ale osoby z osteoporozą powinny raczej unikać tego typu produktów.
– cena 24 zł za 50 ml

DSC07341

Drugim produktem z rodzinki Bingo Spa jest średni peeling błotny do twarzy. Jak już wspomniałam wcześniej nazwałam go hybrydowym, ponieważ oprócz ścierniw w postaci zmielonych pestek owoców, znajdziemy tam kwas mlekowy oraz kwasy owocowe (marakui, cytryny, winogrona i ananasa), które wspomagają złuszczanie i będą działały lekko rozjaśniająco. Do tego wszystkigo dodano błotko z morza martwego, które oczyszcza i zwęża pory, co zapewne zadowoli osoby z cerą mieszaną i tłustą.

Jeśli chodzi o ten produkt to z pełnym przekonaniem przybijam producentowi high five. Choć mam skórę naczynkową i powinnam wystrzegać się mechanicznych peelingów, postanowiłam zaryzykować. (ech, skusiły mnie te kwasy 😉

Skóra po zabiegu wykonanym zgodnie z zaleceniem na etykiecie, była niesamowicie gładka i odświeżona… niestety moje naczynka faktycznie kręciły trochę nosem… no, ale to moje ryzyko. Jeśli nie macie problemów naczynkowych, ten peeling z pewnością będzie zakupowym strzałem w dziesiątkę.

Jeśli jednak nabyliście już ten produkt, a wasze naczynka wołają „litości”, proponuję używać tego peelingu w następujący sposób:
Nanieś peeling na suchą skórę (tak jak nakłada się maseczkę) i pozostaw na 7-8 minut. Po tym czasie spłukaj twarz wodą ograniczając rozcieranie drobinek ściernych do minimum. Przyjmij zasadę, niech kwasy się wykażą, a drobinki ścierne tylko zmiotą z powierzchni skóry tylko resztki naskórka.

Ta metoda jest znacznie łagodniejsza i nie powoduje podrażnienia naczynek krwionośnych.

Podsumowując:

– doskonałe ścieranie i odświeżenie
– efekt idealnie gładkiej skóry
– osoby z problemami naczynkowymi powinny uważać
– błoto z morza martwego jako bonus zwężający pory
– cena 16 zł za 100g

Chociaż przedstawione produkty są z różnych kategorii, to pojedynek Bingo Spa zdecydowanie wygrywa peeling do twarzy. Z przyjemnością będę go używać i śmiało polecać!

A teraz przyznać się, kto i czego używał z Bingo Spa. Może uda nam się stworzyć coś w rodzaju The Best of Bingo Spa 🙂 dalej, wykażcie się w komentarzach!

  • Ja miałam jakieś maski do włosów, maseczkę oczyszczająca i jakiś balsam – balsam jak to balsam, był ok. Maski do włosów nijakie a maseczka do twarzy podraznila. Nic więcej już u nich nie kupię 🙂

    Zapraszam do mnie na małe rozdanie 🙂

  • Odnosząc się do tego, co napisałaś o tym „serum” – niestety, wszystkie produkty tej marki, jakie posiadałam, miały te okropne, chemiczne zapachy. A masło do ciała, które jakiś czas temu opisywałam, też miało masę grudek, a nawilżenie skóry było chwilowe.
    Zaciekawił mnie jednak ten peeling. Ale po niego nie sięgnę. Zraziłam się do tej firmy, bo producenckie obietnice nijak mają się do rzeczywistości, składy są przeciętne, działanie takie sobie. Także dziękuję – postoję. Ale Tobie niech służą te produkty. 🙂

  • Mam inny wariant peelingu błotnego i maseczkę błotno-kolagenową – są całkiem fajne 🙂

    • A jaki dokładnie? Mogłabyś napisać?

  • A ja żadnego kosmetyku tej firmy dotąd nie miałam 🙂

  • skusiłaś mnie na piling 🙂

  • Też jestem ciekawa ich kosmetyków, ale jeszcze nigdzie nie znalazłam:) Fajnym masłem do suchej skóry jest masło melonowe z Marizy – niebawem zabieram się za zamówienie drugiego opakowania:)