strefa beauty

Trudna sztuka dekoloryzacji, czyli ciąg dalszy metamorfozy w Ministerstwie Urody

Napisane przez Margareta

Już jakiś czas temu opowiadałam o mojej metamorfozie kolorystycznej w Ministerstwie Urody, kiedy to oddałam się w ręce Ilony Nalewajki – absolutnej mistrzyni w dziedzinie fryzjerstwa. Po pierwszym etapie dekoloryzacji (możesz przeczytać o nim tutaj) nastał krok drugi, którego celem była ponowna depigmentacja włosa i koloryzacja zbliżająca mnie do docelowego koloru jaki chcemy uzyskać. Prawdę mówiąc, to co działo się na mojej głowie podczas drugiego spotkania przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Byłam świadkiem nie tyle magii co ogromnej wiedzy biochemicznej i sztuki koloryzacji na absolutnie najwyższym poziomie. Wszystko to w niesamowitej atmosferze jaki tworzy Ilona i jej zgrany zespół.

Po zbadaniu jakości moich włosów, zostały one poddane procesowi dekoloryzacji, po którym znów na chwilę zrobiłam się baaaardzo ruda ;). Tak niestety wyglądają moje włosy gdy usunie się z nich ciemniejsze pigmenty. Prawdziwy fachowiec wie, że nie można w tym momencie nałożyć docelowego koloru, ponieważ ten wypłukując się odkryje wszystkie niechciane rude tony. Dlatego zanim dotarłyśmy do etapu nakładania właściwego koloru należało moje włosy odpowiednio do tego przygotować. Jednym z kroków jest zadbanie o właściwe pH włosa, by przyjął pigment i nie pozbywał się go zbyt szybko. W tym celu moja czupryna została potraktowana zabiegiem Rekonstrukcji Joico, który otwiera łuski włosa i odpowiednio go zakwasza. By wytrącić rude pigmenty na moje włosy nałożono odpowiednią mieszankę z takich kolorów jak brązy oraz uwaga… zieleń i turkus 😉 Tak, nie przewidziałaś się. Jeśli jednak myślisz, że wyszłam z salonu z fryzurą odpowiednią dla matki Marsjanina, to muszę Cię rozczarować. Ostatecznie był to przepiękny wielowymiarowy brąz. Cały proces dekoloryzacji i ponownej pigmentacji włosów został wykonany przy użyciu produktów marki Estel, która zachwyca mnie niesamowitą paletą kolorystyczną.

A tu efekt przed i po 😉

W ogóle wielowymiarowość koloru to taki znak rozpoznawczy Ilony Nalewajki. Dzięki temu, że jest wrogiem płaskich kolorów, zawsze mam gwarancję, że moja fryzura i jej barwa wygląda niesamowicie naturalnie i efektownie. Co więcej, proces naturalnego wypłukiwania pigmentu jaki następuje z czasem jest tak zjawiskowy, że nie widać odrostów. Wielowymiarowy kolor pozostał ze mną praktycznie do samego strzyżenia, kiedy to moja osiedlowa fryzjerka, do której wpadam od czasu do czasu na ogarnięcie za pomocą nożyczek i maszynki powiedziała: ale jak ja skrócę bardzo Pani włosy to znikną już te pasemka :). Nic się nie odezwałam, bo co będę kobiecie tłumaczyć, ale pomyślałam sobie, że to nie żadne pasemka tylko koloryzacja na poziomie MASTER!

Wracając do mojej wizyty, ukoronowaniem procesu koloryzacji był zabieg SPA  – OTIUM THALASSO THERAPY – Za pomocą swoich energetycznych składników takich jak czerwone algi, morskie minerały oraz zielona glinka wspomniany zabieg działa oczyszczająco i obficie odżywia włosy. Wykonany na moich włosach zostawił nawilżone i w doskonałej kondycji, która zupełnie nie zdradzała, że jeszcze przed chwilą miały miejsce dość radykalne zmiany. Przede mną już niebawem trzecia wizyta w Ministerstwie Urody i coś czuję, że Ilona po raz kolejny zrobi na mnie ogromne wrażenie.

Muszę też Ci zdradzić, że Ilona nie samą koloryzacją żyje. Jest mistrzynią w dziedzinie upięć, kłosowania i stylizacji. A to tylko kilka jej przykładowych dzieł.

Zamieszczone zdjęcia pochodzą z prywatnych zasobów Ministerstwa Urody.