strefa opinii strefa rodzica

Krew pępowinowa – czy warto korzystać z banków komórek macierzystych?

krew pępowinowa, bank krwi pepowinowej, komórki macierzyste
Napisane przez Margareta

W miniony weekend miałam okazję odwiedzić targi Mother & Baby dedykowane przyszłym oraz młodym rodzicom. O ile nie porywają mnie przesłodkie sesje zdjęciowe czy różne dziwne gadżety ocierające się o żerowanie na macierzyńskich emocjach o tyle pewne stoiska wzbudziły moje głębokie zainteresowanie. Jednym z nich był namiot warsztatowy zaznajamiający z technikami pierwszej pomocy dla maluchów. Zajawka była dla mnie na tyle ciekawa, że zapisałam się na pełne szkolenie. Drugim miejscem, które przykuło moja uwagę było stoisko banku krwi pępowinowej, a właściwie nie samo stoisko, co oblężenie wokół niego. O ile ja decyzję na temat przechowywania krwi pępowinowej podjęłam już jakiś czas temu to chciałabym dziś poruszyć ten temat. Moja decyzja jest na „nie”, jednak widząc ogromne zainteresowanie przyszłych rodziców i fakt, że sporo z nich skłania się w stronę „tak” chciałabym dostarczyć kilka według mnie cennych informacji, którymi banki krwi pępowinowej nie dzielą się zbyt szczodrze.

Co to jest krew pępowinowa i po co ona komu do szczęścia?

Jeśli znasz odpowiedź na to pytanie, przeskocz sobie do drugiego akapitu. Jeśli nie, masz tu kilka podstawowych informacji. Cytując za Wikipedią:

Krew pępowinowa – stanowi źródło krwiotwórczych komórek macierzystych oraz komórek mezenchymy. Ta krew jest jedynym źródłem komórek macierzystych niewymagającym używania metod inwazyjnych u dawcy. Pobranie krwi pępowinowej jest prostym, krótko trwającym zabiegiem nie powodującym żadnego zagrożenia ani dla noworodka ani dla matki. Do niedawna łożysko i pępowina były utylizowane tuż po porodzie. Obecnie krew pępowinowa może być przechowywana przez kilkadziesiąt lat. Komórki macierzyste pochodzące z krwi pępowinowej, podobnie jak komórki szpiku, mogą być przeszczepiane w celu odbudowania układu krwiotwórczego i odpornościowego i wykazują przy tym większą skuteczność niż komórki macierzyste pozyskane od dawców dorosłych. Mają dużą zdolność namnażania się po przeszczepieniu.”

To tyle jeśli chodzi o przystępną definicję i podstawowe zastosowanie. Na wielu portalach parentingowych i stronach informacyjnych banków komórek macierzystych możemy przeczytać, że krew pępowinowa a konkretnie zawarte w niej komórki macierzyste stanowią swoista polisę na zdrowie naszego dziecka. Są remedium na blisko 70 chorób w tym schorzeń układu krwiotwórczego czy chorób genetycznych. Czy jest tak faktycznie? Niestety, przytoczone zalety to tylko część prawdy, a szczegóły w tej kwestii są bardzo istotne i robią kolosalną różnicę.

Koszty bankowania krwi pępowinowej wahają się od 1200 do 3000 zł za pobrane natomiast koszt miesięczny to ok 25 -60 zł/ mies. Mało, dużo? To zależy od zamożności rodziców. Wysłuchując jednak argumentów prof. Wiesława Jędrzejczaka*, niezależnie od tego jak zamożni są rodzice, te kwoty są sporo za wysokie jak na cenę nadziei i marzeń, które w wielu przypadkach mogą zostać niespełnione w wyniku ograniczeń jakie posiadają komórki macierzyste.

Oto kilka faktów przytoczonych przez profesora Jędrzejczaka podczas audycji radiowej w TOK FM prowadzonej przez red. Joannę Solską:

  • Krew pępowinowa zawiera komórki macierzyste, które pozwalają odtworzyć układ krwiotwórczy, a tym samym być pomocne przy leczeniu np. białaczki – jupi! o to nam przecież chodzi. Mamy trudne do zdobycie lekarstwo niemalże w zasięgu ręki.
  • Krew pępowinowa od właściciela ma mniejsze właściwości terapeutyczne niż od osoby trzeciej. – mówiąc w skrócie, komórki macierzyste z krwi pępowinowej są super jeśli pochodzą od obcego dawcy. Leczenie własnymi komórkami nie jest już tak efektywne. Za pomocą komórek krwiotwórczych pochodzących z np. krwi pępowinowej osoby, która jest jednocześnie ich biorcą można odtworzyć układ zniszczony przez chemioterapię lub radioterapię, lecz ten zabieg nie pozwoli uporać nam się z samą chorobą układu krwiotwórczego.
  • Można zastosować ją w modelu gdy ta sama osoba jest dla siebie dawcą w przypadku jedynie dwóch schorzeń: anemii aplastycznej (opisane 2 przypadki na świecie leczenia tą metodą) lub nerwiaka zarodkowego. – biorąc pod uwagę, że ryzyko wystąpienia białaczki u dziecka wynosi 1 do 10 000, a ryzyko wystąpienia powyżej wspomnianych chorób jest jeszcze mniejsze, natomiast zastosowanie metody leczenia własnymi komórkami macierzystymi i tak jest metodą drugiego wyboru rodzi się pytanie czy bankowanie faktycznie ma sens.
  • Można wspomóc się krwią pępowinową jeśli nie można znaleźć dawcy komórek macierzystych w rodzinie lub wśród osób spokrewnionych. – jest to jednak rozwiązanie tymczasowe. Komórki z własnej krwi pępowinowej mogą służyć w tzw. zabiegach pomostowych jeśli poszukiwanie docelowego dawcy trwa zbyt długo. Pozwala nam to zaoszczędzić trochę czasu, jednak nie eliminuje konieczności zabiegu przeszczepu od obcego dawcy.
  • Metoda wykorzystywania komórek macierzystych z własnej krwi pępowinowej jest nadal rzadko spotykana. –  na kilka milionów zbankowanych jednostek krwi pępowinowej wykorzystano zaledwie kilkadziesiąt, a efekt leczniczy był udowodniony w kilku przypadkach (dane dla świata).
  • Niekwestionowana przydatność przeszczepienia komórek z krwi pępowinowej pojawia się w przypadku gdy przeszczepiamy komórki z krwi nowo narodzonego dziecka jego choremu, starszemu rodzeństwu. – mamy tu bowiem wysoką szansę na zgodność genetyczną.
  • Krew pępowinowa pobierana po porodzie ma ograniczoną objętość. Rzadko udaje się pobrać 100 ml i więcej. – Jak się zapewne domyślasz określona objętość ma określoną efektywność. Najłatwiej wyobrazić to sobie w sytuacji podawania leku osobie dorosłej i dziecku. Dawka terapeutyczna jest ściśle związana z masą ciała chorego. Im większy pacjent tym więcej leku musi przyjąć by terapia mogła zadziałać. Przy porodzie najczęściej udaje się pobrać ok. 30 -60 ml krwi. Taka ilość wystarczy dla pacjenta o wadze 10-20 kg. Porównując siatki centylowe i opinie koleżanek mających dzieci, taka waga możne być osiągalna w przeciągu 3-4 lat od urodzenia. Wiedza nt. efektywności zamrożonych komórek sięgająca nawet do 25 lat od pobrania o ile jest prawdziwa, o tyle nie ma w chwili obecnej większego zastosowania.
  • Często genetyczne choroby występujące u dzieci nie mogą być leczone ich własną krwią pępowinową gdyż komórki macierzyste w niej zawarte są już uszkodzone i nie spowodują wyleczenie dziecka. – ten punkt nie wymaga chyba większego komentarza. Wiele chorób nowotworowych ma podłoże genetyczne. To oznacza, że informacja o powinowactwie do choroby jest już wdrukowana w nasze geny. Leczenie się komórkami posiadającymi tę samą wadę jest zwyczajnie bez sensu. Dopiero komórki od zdrowego dawcy mogą „zauważyć” anomalie występujące w organizmie chorego i przystąpić do niwelowania ich, a co za tym idzie leczenia.
  • W Europie przeciętnie 2% rodziców decyduje się na komercyjne przechowywanie krwi pępowinowej. Najczęściej dzieje się to w Rumunii i Portugalii. W krajach wysoko rozwiniętych procedura ta nie cieszy się zainteresowaniem, a we Francji jest ona zupełnie zakazana ze względu na poważne wątpliwości natury etycznej. – mam wrażenie, że w krajach gdzie leczenie poważnych chorób jest potwornie drogie i czasem nieosiągalne ze względu na ograniczenia np. sprzętowe rodzice chętniej decydują się na wykupienie tej wątpliwej polisy na zdrowie swojej pociechy.
  • We Francji, Niemczech, Hiszpanii czy USA można natomiast oddać krew pępowinową do banku publicznego – wtedy też przestajemy być właścicielem zdeponowanych komórek macierzystych. Obecność takich instytucji jak państwowe banki pozwala na skorzystanie z obcych komórek macierzystych, które są znacznie bardziej efektywne w terapii nowotworów.
  • W przypadku Polski najczęściej korzystamy z banków dawców szpiku i to z tego źródła najczęściej czerpiemy ratunek w przypadku chorób układu krwiotwórczego. –  To czym możemy się pochwalić to fakt, iż jesteśmy liderem jeśli chodzi o zarejestrowanych potencjalnych dawców. Dla polskiego rynku medycznego ta metoda jest bardziej dostępna, tańsza i bez porównania bardziej efektywna.

Cała audycja do wysłuchania tutaj

Polskie Towarzystwo Ginekologiczne wyraziło swoją pozytywną pinię nt. bankowania krwi pępowinowej. Opisano w niej korzyści wynikające z przechowywania takiego depozytu. Wątpliwości budzi jednak fakt, że dwóch z profesorów wchodzących w skład zespołu pracującego nad tą opinią jest członkami rad naukowych innych komercyjnych banków krwi pępowinowej. Co więcej przytoczone dane z amerykańskiego rynku zostały wyjęte z kontekstu i dopasowane do treści opinii. Problem nie leży bowiem w przechowywaniu i używaniu krwi pępowinowej w celach terapeutycznych a jedynie w posiadaniu i stosowaniu jej na własny użytek. Eksperci Unii Europejskiej i Rady Europy opublikowali dokumenty dyskwalifikujące komercyjne deponowanie krwi pępowinowej jako składanie obietnic bez pokrycia.

Przygotowując ten wpis nie miałam absolutnie na celu odwodzenia kogokolwiek od pomysłu przechowywania krwi pępowinowej. Każdy z nas niech działa wedle własnego uznania i zasobności portfela. Uznałam jednak, że warto przybliżyć kilka argumentów, które mnie dały dużo do myślenia. W końcu jeszcze kilka miesięcy temu byłam zdecydowana na pobranie i  skorzystanie z usług komercyjnego banku.

Jestem przekonana, że wykorzystanie komórek macierzystych to wspaniała metoda dająca bardzo szerokie możliwości, jednak póki co komercyjne bankowanie krwi pępowinowej na własny użytek i jej efektywne wykorzystanie nie idzie w parze. Życzę innym rodzicom i sobie, by Ministerstwo Zdrowia szybko dojrzało do decyzji o dofinansowaniu państwowych banków krwi pępowinowej. Mamy w kraju takie trzy placówki, jednak z uwagi na ograniczony budżet nie pozyskują one aktywnie depozytów, a szkoda. Ja chętnie oddałabym ten cenny surowiec na czyjś użytek, nie miałabym też nic przeciwko dołożeniu kilku złotych w składce na cel utrzymania i rozwoju wspomnianych placówek.

 

*  prof. dr hab. med. Wiesław Jędrzejczak – hematolog – kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych w Samodzielnym Publicznym Centralnym Szpitalu Klinicznym w Warszawie. Konsultant krajowy w zakresie hematologii.

  • Mój luby chce umieścić krew p do banku, ja podchodzę sceptycznie. Dla mnie to takie czary mary i szanse jak w totku. Chodzi do szkoły rodzenia? Ja miałam zajęcia jak ratować dziecko.
    Co do targów, uważam, że 150 zł za kocyk z bawełny czy bambusa to przegina. A milion kołderek czy mebelki za 6 tysi…. Popatrzyłam na to wszytko, wyczaiłam fajne bawełniane skarpetki, firmę z personalizowanymi kocami świetnej jakości. Zebrałam trochę wskazówek, posłuchałam różnych ludzi- przyda się.
    Kołderkę zrobię sama. W tygodniu jadę do hurtowni pooglądać materiały i przeliczyć ile to mi może wyjść.

    • Ania, daj partnerowi do przesłuchania audycję, którą zamieściła w linku w tym wpisie. Ona na prawdę otwiera oczy. Co do zakupów to faktycznie trzeba podchodzić z rozsądkiem. Jak widzę gadżety za spore sumy, które posłużą maks. 6 miesięcy to mi się słabo robi.
      Do szkoły rodzenia idę pod koniec lipca więc jeśli będzie ratownictwo w programie zwolnię miejsce na kursie. Póki co trzymam w rezerwie bo podobno z tym programem w szkołach różnie bywa.

  • Dobruśka Kalińska

    Byłoby o wiele lepiej dla wszystkich chorych, gdyby powstały banki krwi pępowinowej. Tak samo jak Ty mam nadzieję, że kiedyś takowych doczekamy. Ja nie oddałam krwi, ponieważ 12 lat temu nie słyszałam o czymś takim. ( matko 12 lat a tyle się zmieniło ) Nawet gdybym miała taką możliwość i tak bym była na nie. Z genami nikt nie wygra.

  • Warto dodać, że w USA są już udane operacje pobrania komórek macierzystych z tłuszczu. Tak, tego w boczkach, tam go najwięcej! Niemniej jestem na tak jeśli chodzi o banki niekomercyjne, jak z bankiem szpiku czy oddawaniem krwi honorowo.

    • O tych komórkach z tłuszczu nawet nie słyszałam, ale dobrze wiedzieć, że ta gałąź medycyny się tak rozwija.

  • Świetnie, że wrzuciłaś ten tekst na grupę, bo akurat jestem przed porodem i miałam w tym temacie wątpliwości. Tzn. ja byłam bardziej na nie, a mój partner na tak. Ja stwierdziłam, że mimo wszystko koszty w stosunku do realnych szans na wykorzystanie tych komórek są zbyt wysokie.

    Co do ratownictwa – zazwyczaj jest to dodatkowo płatne. Przynajmniej jak ja szukałam szkoły rodzenia. Nam się jednak trafiło, że położna postanowiła przeprowadzić to za free jako dodatkową lekcję do zajęć.

    • Pytałam znajomych dziewczyn z Warszawy czy miały w szkole rodzenia zajęcia z ratownictwa i w większości przypadków niestety nie było. Akcja „Bezpieczny Maluch” prowadzona jest w całej Polsce nieodpłatnie przez Medikurs. Warto polować w swoim mieście na takie zajęcia. Fajnie, że trafiłaś na mądrą i odpowiedzialną położną, która mogła i chciała podzielić się tą wiedzą.

      • Polecam – położna z Żelaznej Agnieszka Kacalak. Bardzo fajna. Stwierdziła, że to zbyt ważne zagadnienie, żeby przyszli rodzice rezygnowali z zajęć ze względów finansowych. Chociaż powiem Ci, że większość par z mojej grupy na tych zajęciach się nie pojawiła, a tylko jedna zdążyła urodzić. Także smutne, bo wiedza ważna.

  • Pingback: Czytanie na śniadanie #19 | Chica Mala()