Bez kategorii

Spotkanie pełne niespodzianek czyli wspomnienie letnich wojaży

Napisane przez Margareta

Spotkań i konferencji branży beauty jest całkiem sporo. Od tych zakrojonych na wielką skalę, po kameralne spotkania na kilkanaście osób. Choć wszyscy mierzą wysoko i stawiają na nowinki kosmetyczne oraz merytorykę, to nie wszystkim udaje się stworzyć coś, co będzie wyróżniało się wysoką jakością. W gąszczu tego typu wydarzeń cenię sobie szczególnie dwa z nich. Pierwsze to do lat organizowane spotkania przez Michała Domańskiego – Secrets of Beauty, a drugie to Beauty by Bloggers  – Anny z bloga Kolorowy Kraj.

Tak to już jest, że organizator, zupełnie nieświadomie, swoją osobowością nadaje styl i klimat spotkania. Tym razem nie było inaczej. Na spotkanie pełne subtelnego uroku, klasy i potężnej dawki wiedzy wybrałam się w lipcu do mojej rodzinnej Częstochowy. Spotkaliśmy się w miejscu o wdzięcznej nazwie Lunchownia, która zaserwowała tak smakowicie wyglądające papu, że szkoda było jeść. Moje łakomstwo jednak wygrało nad umiłowaniem piękna 🙂

Jak wiadomo, nic tak nie komponuje się z pysznymi potrawami jak wino. Tym razem jednak nie spożywaliśmy tego zacnego trunku, a zgłębialiśmy jego kosmetyczne właściwości w produktach hiszpańskiej marki ESDOR. Nie mówię tu o przyjmowaniu go drogą tradycyjną, a o dostarczaniu wartościowych składników w nim zawartych przez skórę. Zawsze myślałam, że kąpiele w winie i winoterapia to wymysł salonów SPA szukających osobliwych zabiegów by przyciągnąć klientów. Przyznaję, byłam w błędzie. Polifenole zawarte w winie są naturalnym antyoksydantem. Oznacza to, że hamują procesy utleniania zachodzące w skórze i spowalniają efekty starzenia. To co zasługuje na szczególna uwagę, to fakt, iż w kosmetykach ESDOR znajduje się Eminol czyli skoncentrowany ekstrakt polifenolowy. Produkty tej marki dostępne są głównie w salonach kosmetycznych i oprócz tradycyjnej linii zabiegowej istnieje również gama kosmetyków do pielęgnacji w domu.

Kolejnym punktem programu wpisującym się w klimat ciekawostek tego spotkania była marka  BIOMARIS z niemal 80-letnią tradycją, która pokazała ile dobroci możemy czerpać z bogactwa mórz i oceanów. Thalassoterapia, znana jest nie od dziś. Odnoszę jednak wrażenie, że jest  dziedziną nieco zapomnianą i „przykrytą” gruba warstwą najnowszych zdobyczy techniki i kosmetologii. Jak jednak historia pokazuje, z czasem doceniamy starodawne metody i składniki, które są łatwo dostępne i czerpią z bogactwa natury. Do niedawna marka dostępna jedynie w salonach kosmetycznych śmiało wkracza na detaliczny rynek. Podobno główna szkoleniowiec marki BIOMARIS, Karin Otten, ma swoje powiedzenie, kiedy ktoś ją pyta, czy trzeba zmieniać kosmetyki, bo skóra się przyzwyczaja: „Trzeba, aż się zacznie używać BIOMARIS”. Ten moment jeszcze przede mną, bo kosmetyki BIOMARIS czekają na swoją kolej testowania, ale czuję się mocno zachęcona.

Następnie zawitała do nas marka Bielenda, które przedstawiać specjalnie nie trzeba. Bo chyba w każdym domu przynajmniej kilka razy pojawiły się produkty tej firmy. Nie każdy jednak może wie, że Bielenda również wspiera salony kosmetyczne oferując profesjonalne linie zabiegowe. Podczas spotkania mieliśmy okazję poznać nowości ukierunkowane na różne problemy skórne, działające złuszczająco, łagodząco, przeciwzmarszczkowo czy dotleniająco. Paleta produktów jest bardzo imponująca a mnie zaciekawił puder do mycia twarzy, który przywodzi na myśl azjatyckie podejście do pielęgnacji skóry.

Ostatnim punktem programu była zabawna rozmowa na temat sztucznych rzęs pod patronatem marki LOVENUE, które za sprawą influencerek z You Tube i Instagrama stają się coraz częstszym elementem makijażu. Choć efekt bardzo mi się podoba, to chyba nigdy nie nauczę się jak prawidłowo nałożyć sobie takie rzęsy.

Podsumowując, spotkaniem byłam zachwycona. Świetna atmosfera, cudowne towarzystwo i program sprawiają, że będę starać się o miejsce na kolejnym wydarzeniu Beauty by Bloggers.