strefa beauty

Sposób na opaleniznę bez słońca

Napisane przez Margareta
Biała skóra bywa czasem zmorą. Znasz to? Nadchodzą ciepłe dni i wstyd wskoczyć w sukienkę pokazując blado sine nogi. To moje przekleństwo każdego początku lata. Na szczęście mam swoje sposoby, by lekko podkoloryzować skórę i bez wstydu paradować z gołymi nogami i ramionami. Na pierwszy ogień idzie solarium. Nie przepadam za opalaniem się w ten sposób, dlatego wizyty i czas ograniczam do minimum. By opalanie przyniosło jednak pożądany efekt używam kosmetyków przyspieszających opalanie. Niestety bez nich, po opalaniu moja skóra robi się różowa, a gdy zaróżowienie zblednie jestem znowu biała. Zauważyłam też, że preparaty tego typu przedłużają efekt i sprawiają, że mogę cieszyć się ładną opalenizną znacznie dłużej.
W tym sezonie miałam okazję sprawdzić jak zadziała przyspieszacz opalania ONYX MelanoBooster, którego zadaniem jest pobudzenie melaniny i przyspieszenie pigmentacji. Tradycyjnie produkt dostępny jest w saszetce, w ilości pozwalającej na jedno lub dwukrotną aplikację w zależności od tego jak „chojnie” będziemy się nim raczyć. Chociaż moim zdaniem użycie go na raz to zbytnia przesada. Ma idealną konsystencję i szybko wchłania się przed wskoczeniem na łóżko 😉 Co najważniejsze faktycznie dobrze stymuluje brązowienie skóry i praktycznie po dwóch, trzech wizytach mogłam cieszyć się złocistym kolorem mojej skóry. Pamiętaj, że tego typu kosmetyki przyspieszając opalanie powodują, że ekspozycja na sztuczne słońce powinna być krótsza niż zwykle. Nie chronią one także przed promieniami UV, więc warto zasłonić wrażliwe miejsca jak np. pieprzyki czy znamiona.
Kolejnym kosmetykiem, który przychodzi mi na ratunek jest brązujący balsam z masłem kakaowym od Palmer’s. Przyznam, że po pierwszej aplikacji spotkało mnie małe zaskoczenie. Myślałam że jest to balsam wywołujący stopniową opaleniznę i na efekt będę musiała czekać co najmniej tydzień. Jakież było mojej zaskoczenie, gdy rankiem po wieczornej aplikacji zauważyłam znaczną różnicę w kolorze mojej skóry. Na szczęście profilaktycznie bardzo dobrze rozprowadziłam go przy aplikacji, bo mojej zaskoczenie mogło oznaczać katastrofę i konieczność kamuflażu przez kolejne dni 😉
Ostatni kosmetyk zmieszałam sobie sama. Jest to balsam brązujący czyli tzw. kosmetyk „last minute”. Idealnie nadaje się do poprawy kolorytu ciała na chwilę przed wyjściem z domu. Przy okazji jest to całkiem niezły pomysł na zużycie zbyt ciemnego fluidu, który nie nadaje się do aplikacji na twarz. Połączenie go z lekkim balsamem do ciała i złotą miką było strzałem w dziesiątkę. Jeśli chcesz wykonać podobną mieszankę koniecznie sprawdź w mniejszych proporcjach czy oba kosmetyki łączą się ze sobą. Jeśli balsam będzie zbyt tłusty, a fluid zbyt lekki (wodnisty) lub odwrotnie, kosmetyk może się rozwarstwiać. Jeśli próby wypadną pomyślnie mieszaj do woli 😉